i pewnie jeszcze, że mądry Polak po szkodzie.
Myślałam, że moja współpraca z B. będzie taka wyjątkowa, że jesteśmy Przyjaciółkami i się świetnie rozumiemy. Tyle razem przeżyłyśmy, wzlotów i upadków, dobrego i złego. Zawsze razem. Do dziś nasi wspólni znajomi się dziwią. A z drugiej strony, każdy po chwili zastanowienia przyznaje, że nie zna takiej spółki (poza S.A. i Sp. z o.o. ;) ), która funkcjonowałaby bez problemów. Nasza chyba miała, mimo wszystko, szansę na powodzenie. Mi jednak zabrakło stanowczości i odwagi, a B. uczciwości. Tą całą historię mogę porównać do polskiej reprezentacji, miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze. Żal mi tylko kolejnych straconych lat i tego, że znowu muszę zaczynać od początku.
Ale … jak mawiał Colas Breugnon* „Troska to walka, a walka to przyjemność!” Trzeba więc zebrać się do kupy i działać, działać, działać …
*Polecam Wam wszystkim „Colas Breugnon” Romain Rolland. Mi w ostatnich trudnych chwilach bardzo pomogła filozofia życiowa tytułowego Colasa. J
Znam i bardzo lubię Colasa, dobrze robi na chandry :)
OdpowiedzUsuńNie odkryłam dotąd tego bloga, ale jak już tu jestem, nie będę wracać na tamten, tylko zaproszę po zielone odznaczenie - do ostatniej notki :*
I tu masz rację ... najgorsze są spółki, a jeszcze gorsze z przyjaciółmi ... u mnie też się nie udało ... a poza tym przyjaźń się skończyła ... najgorsze jest łączenie przyjaźni z pracą ...
OdpowiedzUsuńsłyszałam i widziałam, że jeszcze gorzej łączyć miłość z interesami
UsuńStara prawda, że nie łączy sie przyjaźni z biznesem, chyba, że kolejnośc jest odwrotna, najpierw biznes, potem przyjaźń.
OdpowiedzUsuńTrudno sie mówi - powodzenia zyczę:)
ooo, jakie ładne pisanie - będę czytać.
OdpowiedzUsuńa co do spółek, to rzeczywiście - niezwykle trudno stworzyć taką prawie idealną. znaczy się, liczyć tylko na siebie, choćby nie wiem co?